Ekstraktowa selekcja muzycznych absencji w najbardziej popularnych serwisach streamingowych.
W Lublinie obok Krabów i Plugów pojawiły się ostatnio Flemingi. Zamiast gitar wolą 80sowe syntezatory, ale zamiłowanie do fajnych zmian akordów i trafnych refrenów pozostało. Skojarzenia z Kampem! nieuniknione, ale dajmy chłopakom czas na rozłożenie skrzydeł. Powinno się opłacić, bo "Words" słucha się z niekłamaną przyjemnością, a całkiem możliwe, że dalsze ruchy pozwolą im odlecieć jeszcze dalej. Także pióra w górę. Uff, dość tych ptasich metafor. -T.Skowyra
Na razie jedyne, co mi wiadomo o Et$u, to że moje młodsze kuzynostwo ma ją w znajomych, co przyprawia mnie o ból głowy starzejącego się młodego mężczyzny. Nie mam pojęcia, czy będzie polską Kreayshawn, polską Kitty, polską Iggy Azaleą czy też zaproponuje coś zupełnie innego, ale chyba warto na nią zerkać, co? Bo jeśli jeszcze trochę się otrzaska, to może być już za późno na jakiekolwiek familiarne określenia. -K.Michalak
Niezbyt przyjemnie patrzeć, jak materiał na jednego z lepszych (czy po prostu: jeden z lepszych — wciąż, do niedawna (?)) raperów w PL grzęźnie w kolejnych eschatologicznych zamułkach, celując zapewne z zapowiadaną Ezoteryką w najgorzej rozumiany "dojrzały" debiut. Upodobanie do ponadczterosylabowych słówek ze słownika (naturalna pasja circa czwarta podstawówki, co) i porównań do bogów greckich można było jeszcze na etapie mixtape'ów wybaczyć (co innego nazywanie Mieczysława Wilczka najwybitniejszym Polakiem, ale to temat na inną rozmowę), "Tarot" intrygował, "Pareidolia" naprawdę się udała, ale "Ile mogłem". No właśnie: ile. A teraz jeszcze Włodi. Meh. -K.Miszczak
Kelela wprawdzie nie zaanonsowała na 2014 żadnego większego akcentu, ale z pewnością nie można powiedzieć, że siedzi w korwinowskich pieleszach i próżnuje. Ostatnich kilka miesięcy przyniosło bowiem sporo kozackich singli z nią w roli głównej (ależ ja wcale nie kłamię, przescrolluj myszką trochę na dół i sam to sprawdź, ziomek). Ten najnowszy morduje już samym line-upem, no bo jak inaczej: naczelny queer-rapowiec, nadzieja zawoalowanej muzyki klubowej i nasza ulubiona dredziara, czy ten team może zawieść? Nigdy i nigdzie. P. Morris rzucił hipnotyzujący, leniwie mknący bit, Le1f dograł zwrotkę podszytą autotune'owym efektem, a Kelela uwieczniła zawodzenie (ale nie zawiodła) na standardowym dla siebie poziomie. Ode mnie obligatoryjna łapka w górę! -R.Marek
Co za szczęście, że Chaz przerwał to przedłużające się milczenie. Jak to zrobił? Bujając się jak przygłup z brodaczem Kool A.D. w klipie z weekendu na przedmieściach. Piąteczka mordy, ale może jakiś konkret. Więc jest: "Don't bother me, I'm working" zapętlone w trzy i pół minuty zapowiedzi nowego albumu Les Sins, Michael, który premierę ma mieć w początkach listopada. Taneczny groove od Toro, rytmicznie gęsty i podrasowany charakterystycznym, funkowym retro – jak zwykle na najsmakowitszym poziomie, a i bardziej psychodeliczna ściana klawiszowego solo nie od czapy. To pracuj, i nie zawiedź nas, ziomek. -K.Miszczak
Po udanym ubiegłorocznym True Romance młoda Brytyjka idzie za ciosem i zapowiada drugiego longplaya, ale "Break The Rules" zupełnie mnie nie rusza. Nie mam nic przeciwko tekstowi rodem z gimbazy, ale muzycznie to nawet najsłabsze momenty albumu Ferreiry były lepsze od tego marniutkiego electro-pawia. Mam nadzieję, że Dr Luke i Dev Hynes nie przyłożyli do tego ręki, bo już zupełnie stracę wiarę w mainstreamowy pop AD 2014. -K.Bartosiak
Szedłem dziś wzdłuż służewieckiej ściany ze świeżo udostępnionym The Water[s] na słuchawkach i po raz pierwszy w tym roku, nie licząc Beautiful Pimp 2 czułem się ''na rapie”. Wkurwił mnie DJ Mustard na producenckiej, bo przecież YG był bardzo w porządku, podobali się Lil Herb i Vince Staples, czekam na Żyta, ale Mick Jenkins to jest dopiero ziomek. Dopracowany i przemyślany od A do Z – dysponujący wciągająca barwą, złożonymi tekstami, genialnymi, płynącymi (co) bitami od najlepszych świeżych producentów (Kirk Knight, DJ Dahi, Statik Selektah i rewelacyjne trio OnGaud) i świetnymi klipami i grafikami. Jeśli komuś podobał się zeszłoroczny Vic Mensa, a nie bardzo akceptuje jego flirty z muzyką do sklepów z trampkami, to ma kolejnego dużego reprezentanta Chicago do sprawdzenia. Jak najbardziej listowy mixtape, raper ze świetnymi widokami na przyszłość. –Ł.Łachecki
Chciałoby się powiedzieć: dzieje się. Bardzo lubiany tu w kraju i ówdzie poza jego granicami łódzki ensemle wydaje EP-kę nakładem Cascine. Ci, którzy nas czytają uważnie, wiedzą jak bardzo nam po drodze z faworytami nowojorskiej oficynki. Z Kamp! w sumie też, choć odbiór ich debiutanckiego LP był w redakcji - uśredniając - umiarkowanie pozytywny. Teraz przysłuchuję się już drugiemu z trzech numerów z Baltimore (EP) i ramionka się kołyszą, jest OK. Z tym, że aby było na miarę oczekiwań, jakie zespół nieustannie wokół siebie, chcąc nie chcąc, kreuje, to spod indeksu trzeciego chciałbym zostać 26 sierpnia ugodzony pociskiem szaleństwa. –M.Hantke
Kelela Mizanekristos na chwilę opuszcza towarzystwo futurystycznych bitów i daje się porwać na featuring w stylu retro u Kindnessa wraz z Ade Omotayo. Tym razem bez nokautu, ale to bardzo uroczy mariaż, który już zrobił mi wieczór i nawet burza za oknem nie jest w stanie go spieprzyć. –J.Marczuk
Typowe "meh", czyli całkiem intrygujące budowanie napięcia w zwrotkach i prechorusach położone prostackim refrenem. Fajnie, że chociaż udaje trzymanie ręki na pulsie, choć nie oszukujmy się, że jest się czym jarać. –K.Bartosiak